Co nas denerwuje na drodze?

O kulturze na drodze i bezpieczeństwie w ruchu drogowym mówi się notorycznie. Prowadzone są różnego typu akcje, kampanie, lecz czasem na drodze dochodzi do tak irracjonalnych i paradoksalnych sytuacji, że nawet najbardziej spokojny i opanowany kierowca może się zirytować.

Ja i tylko ja!

Prawo jazdy to jeden z najbardziej upragnionych dokumentów. Cały problem w tym, że niektórzy po zdobyciu go czują się jak panowie i władcy szos, przez co wielokrotnie dochodzi nie tylko do sytuacji denerwujących, ale przede wszystkim: niebezpiecznych. Wymuszanie pierwszeństwa, brak zatrzymań przed przejściem dla pieszych, ignorowanie innych uczestników ruchu – to tylko niektóre przewinienia, jakich dopuszczają się osoby traktujące prawo jazdy nie jako dokument uprawniający do kierowania pojazdem, ale raczej jako swoisty „bilet właściciela szos”.

Przepisy swoje, kierowcy swoje

Przepisy ruchu drogowego, które teoretycznie powinien znać każdy kierowca, są w miarę jasne i konkretne. Poruszamy się prawą stroną drogi, lewego pasa jezdni używamy tylko do wyprzedzania, przez cały rok poruszamy się z włączonymi światłami mijania, ze świateł drogowych korzystamy tylko w określonych kodeksem ruchu drogowego sytuacjach, uważając przy tym, by nie oślepić innych użytkowników drogi. Niestety, łamanie właśnie tych zasad jest nagminne i powoduje najwięcej sytuacji konfliktowych, nierzadko tragicznych w skutkach. Ile razy zdarzyło nam się, że samochód, który wyprzedzaliśmy nagle przyspieszył w trakcie wykonywania tego manewru? Jak często spotykamy kierowców, którzy świadomie blokują lewy pas ruchu, bo akurat gdzieś się spieszą i nie chce im się jechać zgodnie z przepisami? Coraz bardziej powszechne staje się też „zapominanie” o wyłączaniu świateł drogowych i oślepianie w ten sposób kierowców i pieszych.

Za wolno, za szybko

Wyliczanie irytujących sytuacji na drodze doskonale pokazuje, jak ważna w ruchu drogowym jest nie tylko koncentracja, ale też umiejętność wypośrodkowania wszelkich elementów składających się na prowadzenie pojazdu. Wielu do rozstroju nerwowego doprowadza piractwo drogowe i traktowanie zwykłej jezdni jak toru wyścigowego. Są też jednak i tacy, których irytuje również zbyt wolne ruszanie na skrzyżowaniach czy tamowanie płynności ruchu spowodowane niezdecydowaniem prowadzącego samochód czy też zwyczajnym brakiem umiejętności kierowania pojazdem.

Mały” kontra „duży”

Wśród użytkowników dróg wskazać można nie tylko pieszych, rowerzystów, kierowców aut osobowych oraz przewoźników linii miejskich, ale też kierowców TIR-ów. Ci ostatni budzą najwięcej kontrowersji i negatywnych emocji. Zdecydowana większość użytkowników dróg zapytana o sytuacje stresowe czy czynniki generujące zdenerwowanie podaje właśnie samochody ciężarowe. Jeżdżą zbyt szybko, nie zwracają uwagi na pozostałych użytkowników dróg, wyprzedzają w niebezpieczny sposób, blokują ruch. Często też mówi się o tym, że kierowcy TIR-ów kompletnie nie zwracają uwagi na samochody osobowe, co uwidacznia się szczególnie na autostradach i drogach szybkiego ruchu.

Nie tylko kierowcy irytują

Zachowań irytujących i powodujących zagrożenie w ruchu drogowym dopuszczają się nie tylko kierowcy. Piesi czy rowerzyści też dopuszczają się sytuacji wywołujących negatywne komentarze i złowrogie spojrzenia. Przechodzenie, a właściwie przebieganie na czerwonym świetle staje się w naszej mentalności czymś normalnym, bo przecież każdemu się spieszy. Nagłe wyskakiwanie zza autobusu czy jakiejś innej przeszkody ograniczającej widoczność to już też standard. Wielu kierowców jednak mówi, że najbardziej u rowerzystów i pieszych użytkowników dróg denerwuje brak oświetlenia w postaci opasek czy nalepek odblaskowych. W dzień oczywiście nie jest to bardzo istotne, ale już po zmierzchu, a tym bardziej w nocy, kierowca nie jest w stanie z dużej odległość zauważyć, że poboczem sunie ubrana w ciemne rzeczy postać. W takiej sytuacji o wypadek nie trudno, bo czasem reakcja kierowcy, mimo że prawidłowa, może nastąpić zbyt późno. Sami piesi natomiast nadal nie rozumieją, że odblaski to nie zbędne, słabej jakości plastiki, ale elementy, które naprawdę mogą uratować życie.

Próba zmiany mentalności

Te wszystkie negatywne i denerwujące zachowania na drodze są chyba w pewien sposób ugruntowane w naszej mentalności. Ojciec łamał przepisy związane z prędkością, to syn też może. Kolega jeździ rowerem bez znaków odblaskowych, to koleżanka też ma prawo. Sugerujemy się tym, co robią inni, a wciąż brak nam troski nie tylko o samych siebie, ale też o tych, którym swoim zachowaniem możemy zrobić krzywdę. Pozostaje zatem solidna praca nad naszą mentalnością, która spowoduje, że kultura na polskich drogach stanie się nie tylko pojęciem powracającym w rozmowach przedstawicieli policji i ludzi zajmujących się propagowaniem bezpiecznych dróg